Sondaże się zmieniają, koalicje pękają, a nowe ugrupowania czekają w kolejce. Polska scena polityczna przed wyborami 2027 roku jest naprawdę nieprzewidywalna.
Wybory parlamentarne w Polsce
Kadencja Sejmu i Senatu trwa cztery lata – liczone od dnia pierwszego posiedzenia nowo wybranego parlamentu. To właśnie od tej daty biegnie konstytucyjny zegar, a datę kolejnych wyborów wyznacza prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w drodze postanowienia. Głosowanie musi odbyć się w niedzielę przypadającą na 30 dni przed upływem kadencji, co w praktyce oznacza, że od lat jesień – i najczęściej październik – jest naturalnym terminem wyborów. Marszałek Sejmu nie ma na to wpływu, jednak sprawność prac parlamentu może pośrednio zaważyć na decyzji o ewentualnym skróceniu kadencji.
Obecna kadencja rozpoczęła się po wyborach z jesieni 2023 roku, a standardowy cykl wskazuje na październik 2027 roku jako kolejny termin głosowania – analogicznie do lat 2015, 2019 i 2023. Konstytucja przewiduje dwa tryby skrócenia kadencji: samorozwiązanie Sejmu większością dwóch trzecich głosów albo skrócenie przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w ściśle określonych przypadkach – na przykład gdy Sejm nie uchwali budżetu w terminie lub odmówi rządowi wotum zaufania. W takim przypadku wybory zarządza się w ciągu 45 dni.
Część komentatorów wskazuje, że napięcia wewnątrz koalicji rządzącej mogłyby doprowadzić do przedterminowego głosowania – najwcześniej wiosną lub jesienią 2026 roku. Scenariusz ten pozostaje jednak mniej prawdopodobny niż spokojne dotarcie do regularnego terminu. Poza wyborami parlamentarnymi Polaków czeka w nadchodzących latach kilka kolejnych głosowań – wybory samorządowe i do Parlamentu Europejskiego w 2029 roku oraz wybory prezydenckie w 2030 roku. Te pierwsze obejmują między innymi wybory rad gmin oraz sejmików województw i miast na prawach powiatu.
Zgodnie z przepisami kodeksu wyborczego dzień głosowania jest dniem wolnym od pracy, a data wyborów musi być ogłoszona z odpowiednim wyprzedzeniem, by wyborcy i komitety zdążyli się należycie przygotować. Warto też przypomnieć, że w Polsce wybory i referenda odbywają się wyłącznie w niedzielę – to jedna z zasad zapisanych wprost w ustawie. Ustawy regulujące ordynację wyborczą określają też szczegółowo przebieg pierwszego głosowania, a w przypadku wyborów prezydenckich – również ewentualne drugie głosowanie, gdy żaden z kandydatów nie uzyska bezwzględnej większości w pierwszej turze. Koalicje i listy wyborcze kształtują się natomiast znacznie później – na kilka miesięcy, nie lat, przed samym głosowaniem.
Kto faworytem do wygrania?
Odpowiedź na to pytanie przyniosło badanie United Surveys dla Wirtualnej Polski z marca 2026 roku, w którym zapytano wprost, kto – zdaniem wyborców – wygra najbliższe wybory parlamentarne. Aż 37,9% respondentów wskazało Koalicję Obywatelską, a Prawo i Sprawiedliwość – 34,9%. Wynik ten pokazuje, że w społecznej percepcji walka o pierwsze miejsce rozgrywa się przede wszystkim między dwoma ugrupowaniami, a Konfederacja nie jest dziś postrzegana jako kandydat do zwycięstwa – raczej jako potencjalny języczek u wagi w przyszłej układance koalicyjnej.
Komentatorzy zwracają przy tym uwagę, że wysoka pozycja KO w sondażach percepcji może paradoksalnie działać na jej niekorzyść. Elektorat, który uzna zwycięstwo za przesądzone, bywa mniej zmotywowany do udziału w głosowaniu – a to z kolei mogłoby otworzyć okno szans dla PiS lub Konfederacji. Dodatkową niewiadomą pozostaje ewentualny projekt nowego ugrupowania z byłym premierem Mateuszem Morawieckim na czele. Sondaże testujące taki scenariusz sugerują, że ugrupowanie mogłoby przekroczyć próg wyborczy, jednocześnie odbierając głosy przede wszystkim Prawu i Sprawiedliwości. Wśród polityków wymienianych w tym kontekście pojawiają się między innymi Zbigniew Ziobro czy Jacek Sasin – nazwiska dobrze znane elektoratowi prawicy.
Po stronie centrum i lewicy trwa z kolei debata o tym, czy ugrupowania powinny iść do wyborów wspólnie, czy osobno. Nowa Lewica deklaruje chęć budowania odrębnego bloku – wśród polityków wskazywanych jako jego twarze wymieniani są Joanna Scheuring-Wielgus czy Sławomir Nitras. Pytanie o listy wyborcze i ewentualne koalicje pozostaje otwarte, a odpowiedź na nie zdecyduje, czy liczba ugrupowań w przyszłym Sejmie będzie mniejsza czy większa niż obecnie.
Jakie są najnowsze sondaże
Najświeższe dane przyniosło badanie CBOS opublikowane w połowie kwietnia 2026 roku. Koalicja Obywatelska uzyskała w nim 32% poparcia – o 2,8 punktu procentowego więcej niż w marcu i najlepszy wynik od ponad roku. Prawo i Sprawiedliwość znalazło się na poziomie 18,2%, tracąc 2,9 punktu. Przewaga KO nad PiS wyniosła tym samym 13,8 punktu procentowego – największa różnica na korzyść KO od wyborów z 2023 roku.
Na trzecim miejscu uplasowała się Konfederacja z wynikiem 13%, za nią Konfederacja Korony Polskiej z 8,7%. Nowa Lewica uzyskała 5,8%, a Partia Razem – 4,9%, balansując na granicy progu wyborczego. Wyniki te otwierają pytanie o to, czy mniejsze ugrupowania lewicowe zdecydują się na wspólny start w 2027 roku. Wśród polityków, których nazwiska pojawiają się w tych rozmowach, wymieniani są między innymi Michał Szczerba, Piotr Zgorzelski czy Marcin Kulasek – choć konkretne decyzje zapadną znacznie później.
Wcześniejsze badanie z 7-9 kwietnia 2026 roku, przeprowadzone na próbie 1002 dorosłych Polaków, przyniosło zbliżone wyniki: KO blisko 34%, PiS około 24,7%, Konfederacja 13,6%. Odsetek niezdecydowanych wyborców deklarujących udział w głosowaniu wynosił 6,2% – co oznacza, że pole do przesunięć wciąż istnieje. Deklarowana frekwencja w badaniu CBOS sięgała 75,6%, czyli wysoko jak na tak odległy horyzont wyborczy. Analizy politologów wskazują, że przy obecnym rozdrobnieniu po prawej stronie sceny politycznej KO ma największe szanse na zostanie najsilniejszym klubem w przyszłym Sejmie – nawet bez samodzielnej większości. Ostateczne wyniki wyborów zależeć będą jednak od kampanii i frekwencji, a ta – jak pokazują referenda i poprzednie wybory w Polsce – potrafi zaskoczyć.
